Dla wszystkich sportowych kibiców, którzy lubią sobie pospać, mam niestety złą wiadomość. Już niebawem czeka nas azjatycki maraton olimpijski. W latach 2018-2022 wszystkie igrzyska odbędą się bowiem na Dalekim Wschodzie. W 2018 r. oczy całego sportowego świata skupią się na południowokoreańskim Pjongczang, w 2020 r. - na japońskim Tokio, a w 2022 r. - na chińskim Pekinie. Oznacza to ni mniej ni więcej, że jeśli będziemy chcieli sobie pooglądać sportowe zmagania, nierzadko będziemy musieli wstawać dosyć wcześnie. Jak doszło do takiej a nie innej sytuacji? I jakie są perspektywy na przyszłość?
| Stoki narciarskie w pobliżu Pjongczang. |
Walka o gospodarzenie w 2018 roku rozegrała się już dosyć dawno temu, bo w 2011 r. Aplikacje złożyły wówczas trzy miasta, a mianowicie wspomniany już Pjongczang, Monachium oraz francuskie Annecy. Na samym starcie wydawało się, że najmniejsze szanse w tym wyścigu mieć będzie ostatni z tych trzech kandydatów. Dlaczego? Otóż zimowe igrzyska olimpijskie gościły we Francji już trzy razy - w Chamonix w 1924 r., w Grenoble w 1968 r. i w Albertville w 1992 r. I rzeczywiście, na 95 oddanych głosów, kandydatura Annecy zgarnęła tylko 7.
Mało kto spodziewał się jednak, że Pjongczang wygra ze swoim niemieckim rywalem ogromną wprost przewagą - stosunkiem głosów 63 do 25. Powodów takiego wyboru mogło być kilka. Po pierwsze, południowokoreańskie miasto ubiegało się o organizację igrzysk po raz trzeci z rzędu. Warto było więc nagrodzić żelazny upór Azjatów. Ponadto, od 1998 r. zimowa olimpiada nie zawitała do Azji, podczas gdy w Europie pojawiała się w praktyce co chwila. Być może właśnie to zaważyło na przekazaniu organizacji wielkiej imprezy Koreańczykom.
Równie zdecydowanie, co Pjongczang, dwa lata później w rywalizacji o igrzyska zwyciężyło Tokio. Miasto to miało o tyle trudniej, gdyż miało aż czterech konkurentów. Mimo to, wydaje się, że Japonia była chyba jedynym - może poza Stambułem - naprawdę sensownym kandydatem do organizacji igrzysk. Przyjrzyjmy się pozostałym aplikantom.
Hiszpański Madryt, który dwa lata temu - gdy wybierano organizatora olimpiady - przeżywał apogeum kryzysu gospodarczego. Doha w Katarze również wydawało się niezbyt pewną opcją ze względu na wciąż rozwijającą się arabską wiosnę ludów. Co prawda, nie zawitała ona dotychczas do maleńkiego państewka nad Zatoką Perską i nie ma większych perspektyw na to, że kiedykolwiek zawita, niemniej region Bliskiego Wschodu pozostaje wciąż niepewny. Przyznanie olimpiady Baku w Azerbejdżanie niewątpliwie wiązałoby się natomiast z zaistnieniem tradycyjnych już dla tego kraju kontrowersji odnośnie przestrzegania tam praw człowieka.
Najłatwiejszą drogę do sukcesu miał jednak Pekin, któremu organizację zimowych igrzysk olimpijskich w 2022 r. przyznano kilka dni temu. Pomogli mu w zasadzie sami konkurenci, a właściwie fakt, iż masowo się z wyścigu o igrzyska wycofali. W Krakowie i Oslo zdecydowały referenda, w Sztokholmie decyzja władz, we Lwowie niestabilna sytuacja polityczna Ukrainy. W ten sposób jedynym rywalem Pekinu zostały... Ałmaty w Kazachstanie. Wynik i tak był dość zaskakujący - stolica Chin wygrała zaledwie czterema głosami.
Co oznacza olimpiada w Pekinie? Po pierwsze, stolica Chin to pierwsze miasto, które gościła lub gościć będzie zarówno zimowe, jak i letnie igrzyska olimpijskie - i to w przeciągu czternastu lat! Po drugie, znów będą kontrowersje - o Tybet, prawa człowieka, ustrój etc. etc. Gdyby oficjele z MKOl-u mogli wybrać kogoś poza Pekinem lub Ałmatami, zapewne by to zrobili...
Na koniec jeszcze jakiś mały pozytyw. Warto będzie przecież zobaczyć po raz kolejny z całą pewnością monumentalne, chińskie otwarcie wielkiej imprezy, prawda?
Na koniec jeszcze jakiś mały pozytyw. Warto będzie przecież zobaczyć po raz kolejny z całą pewnością monumentalne, chińskie otwarcie wielkiej imprezy, prawda?
Smutne, że mimo tego co robią np. z Tybetem, znów dostali olimpiadę :(
OdpowiedzUsuńCiekawe co tym razem wymyślą na otwarcie....
OdpowiedzUsuńOsobiście nie za bardzo mi się podoba "azjatycka perspektywa" szczególnie właśnie przez godziny.. No nic. Wybrali. Pewnie znowu będzie się działo nie tylko z tej sportowej strony, ale oby wszystko sprawnie przebiegło.
Na pocieszenie mogę dodać, że zapowiada się na to, że azjatycka seria skończy się prawie na pewno w 2024 r., gdyż do startu w tych igrzyskach zgłosiły się na razie Hamburg, Paryż, Rzym, Budapeszt i jakieś miasto ze Stanów Zjednoczonych (nie wiadomo jeszcze które, w preselekcjach startuje ich cała masa ;)). Jedynymi azjatyckimi potencjalnymi kandydatami są natomiast Singapur (kandydatura bardzo wątpliwa) oraz Doha, które leży tylko dwie strefy czasowe na wschód od Polski :).
Usuń