sobota, 22 sierpnia 2015

Vuelta a Espana: Froome, Aru, czy Quintana?

Nadchodzący tydzień będzie bardzo bogaty w sportowe wydarzenia. Kibice na całym świecie z całą pewnością nie będą się nudzić. Dziś rozpoczynają się bowiem nie tylko Mistrzostwa Świata w Lekkoatletyce, o których napisałem już co nieco tutaj, ale też Mistrzostwa Świata w Kajakarstwie oraz trzecia odsłona wielkiego kolarskiego ścigania, a więc trzytygodniowy wyścig Vuelta a Espana. Skupimy się teraz na trzeciej z tych imprez, próbując wskazać najbardziej interesujące zagadnienia na moment dzisiejszy z nią związane.

Kto zagrozi Froomowi?
Brytyjski kolarz Christopher Froome, który ledwie miesiąc temu tryumfował w wyścigu Tour de France, jest głównym faworytem do zwycięstwa również i na drogach Hiszpanii. Niemniej jednak i jego może dopaść zwyczajne sportowe wyczerpanie, a przy najmniej drobnego stopnia zmęczenie, które we Francji tyle kłopotów sprawiło Alberto Contadorowi. Kto może więc zagrozić Brytyjczykowi? Wśród kandydatów do tytułu pogromcy Frooma znajduje się niewiele nazwisk, a wśród nich niezwykle wszechstronny Alejandro Valverde, aktualny lider rankingu UCI, a także drugi w tegorocznym Tour de France Nairo Quintana. W wyścigu startują również inni obiecujący kolarze - Fabio Aru, Vincenzo Nibali, Pierre Rolland, czy wreszcie Rafał Majka.
Le Tour de France 2015 Stage 21 (19993136570)
Christopher Froome podczas tegorocznego Tour de France.
Drużynowe starcia
Podczas tegorocznej Vuelty zapowiada się ciekawa rywalizacja wewnętrzna w aż dwóch ekipach. Spośród wymienionych wyżej faworytów dwóch jeździ w ekipie Movistar, a kolejnych dwóch - w teamie Astana. Pierwszy z tych dwóch zespołów ma w planie wystawić dwóch liderów - Quintanę i Valverde. Taka taktyka sprawdziła się już zresztą podczas Tour de France, gdzie obaj panowie zajęli odpowiednio 2. i 3. miejsce, czyniąc z Movistaru bodajże najbardziej zadowolony zespół. Sytuacja przedstawia się inaczej w Astanie, gdzie dwaj włoscy gwiazdorzy - Aru i Nibali - mogą już sobie wchodzić w drogę. Formalnie rzecz biorąc liderem ekipy pozostaje pierwszy z nich, lecz Nibali, który zdecydował się na start w Hiszpanii ledwie kilka tygodni temu, nie zrobił tego raczej tylko i wyłącznie po to, by pomagać drużynowemu koledze.
2015 Tour de France Stage 14 Quintana Nibali
Vincenzo Nibali i Nairo Quintana podczas Tour de France 2015.
Polska grupa pomoże Majce?
W Hiszpanii wystartuje tym razem czterech Polaków. Przemysław Niemiec wystartuje w ekipie Lampre Merida i będzie starał się powtórzyć sukces z ubiegłego roku, jakim było zwycięstwo etapowe. Nasza uwaga skupi się jednak zapewne na teamie Tinkoff - Saxo, w której zobaczymy pozostałych trzech naszych reprezentantów. Rafała Majkę, który wreszcie doczekał się pozycji lidera, wspierać będą między innymi Maciej Bodnar i Paweł Poljański. Rozwiązanie takie wydaje się całkiem sensowne z taktycznego punktu widzenia - wszakże rodacy powinni się dobrze dogadywać na trasie, czyż nie?
Rafal Majka - Tour de France 2015 (18825801694)
Rafał Majka podczas tegorocznego Tour de France.
Po upragnione zwycięstwo etapowe
W grupie Tinkoff - Saxo startuje jeszcze jeden dość specyficzny zawodnik. Mowa o Słowaku, Peterze Saganie, którego z powodzeniem można nazwać jednym z największych pechowców Tour de France. W tegorocznej Wielkiej Pętli stawał on bowiem na iluzorycznym podium aż siedem razy. Dwa razy na trzecim miejscu, pięć razy na drugim i ani razu na pierwszym. A przecież w kolarskim świecie liczy się tylko zwycięstwo! Podczas tegorocznej Vuelty Sagan jest murowanym faworytem do wygranej w klasyfikacji punktowej. Jednocześnie jednak Słowak z całą pewnością chciałby wreszcie osiągnąć tak upragnione zwycięstwo etapowe.
Tour de France 2015, sagan (20062619745)
Peter Sagan podczas Tour de France 2015.
Poznaliśmy już głównych faworytów wyścigu i tych kolarzy, którzy powinni grać w nim pierwsze skrzypce. Należy jednak pamiętać, że na starcie stanie 198 zawodników i - teoretycznie rzecz biorąc - każdy z nich ma szanse na sukces.

sobota, 15 sierpnia 2015

Lekkoatletyczne MŚ: O szansach Polaków

Wielkimi krokami zbliża się jedno z najważniejszych sportowych wydarzeń w tym nieolimpijskim roku. Już za tydzień w stolicy Chin, Pekinie, spotkają się najlepsi lekkoatleci na świecie. Przyjdzie jeszcze pora, by zastanowić się nad najważniejszymi punktami tej wielkiej imprezy, jaką są Mistrzostwa Świata w Lekkoatletyce. Spróbujmy jednak już dziś zastanowić się nad tym, co mogą w azjatyckiej metropolii ugrać Polacy.
Beijing National Stadium, Beijing 2008 Olympics
Orle Gniazdo w Pekinie, arena tegorocznych mistrzostw.
Trzy filary
W składającej się z około 50 sportowców polskiej reprezentacji błyszczą trzy postacie. Wielka trójca, z której każdy jest niemal murowanym kandydatem do medalu i ma ogromne szanse na to, by ten medal był z najszlachetniejszego kruszcu, większe niż kiedykolwiek w ciągu ostatnich kilkunastu lat miał jakikolwiek polski lekkoatleta.

Anita Włodarczyk ledwie dwa tygodnie temu osiągnęła w Cetniewie niezwykły wprost rekord świata, przekraczając od razu nie tylko 80 metrów, ale też 81. Druga na listach światowych Betty Heidler może poszczycić się w tym roku wynikiem gorszym prawie o sześć metrów! Paweł Fajdek rzuca młotem równie daleko, a w tym roku dziewięć z dziesięciu najlepszych wyników należy do niego. Piotr Małachowski w rzucie dyskiem natomiast jest już prawie pewny końcowego tryumfu w Diamentowej Lidze.

O ile trudno powiedzieć, co mogłoby przeszkodzić Anicie Włodarczyk w sięgnięciu w Pekinie po złoty medal, o tyle można wskazać pewne przeszkody, które mogą zaszkodzić pozostałym dwóm polskim gigantom. Otóż Paweł Fajdek, żeby osiągnąć tryumf musi... rzucić. A właściwie zaliczyć przynajmniej jedną udaną próbę w kwalifikacjach i przynajmniej jedną udaną próbę w finale. W jego przypadku nie wydaje się to takie oczywiste. Małachowski może z kolei czuć się zagrożony z powodu wracającego po kontuzji Roberta Hartinga, prawdziwego dominatora, który w kole ma się coraz lepiej, choć jeszcze nie prześcignął Polaka na listach światowych.

Szanse na medal:
Anita Włodarczyk: 96%
Piotr Małachowski: 82%
Paweł Fajdek: 74%
Anita Włodarczyk Berlin 2009
Anita Włodarczyk w 2009 r.
Inni też rzucają
Włodarczyk, Fajdek i Małachowski to rzecz jasna nie wszyscy spośród tych, którzy na co dzień występują w konkurencjach siłowych, a na przyzwoite wyniki których liczyć możemy w pekińskim Orlim Gnieździe. Jedną z takich postaci jest niezatapialny jak dotąd Tomasz Majewski, któremu jednak w ostatnich latach nie wiedzie się najlepiej. Główną przeszkodą są w jego przypadku pojawiające się raz po raz kontuzje, takie jak ta z początku tego roku. Z tego powodu jak na razie na listach IAAF 2015 zajmuje dopiero 17. miejsce wśród kulomiotów, a do jego większych sukcesów z ostatnich lat należy brąz mistrzostw Europy. Niemniej przed polskim dwukrotnym mistrzem olimpijskim otwiera się kilka szans na ugranie co nieco na nadchodzącym czempionacie. Jego forma bowiem rośnie, osiąga coraz lepsze wyniki. Musimy też pamiętać, iż jako jeden z niewielu ze światowej czołówki może pochwalić się naprawdę mocną głową. Poza tym, duża część ze wspomnianej wyżej szesnastki, która w tym roku osiągała lepsze rezultaty od Majewskiego, w Pekinie po prostu się nie pojawi, bo połowa z nich to Amerykanie...

Nie zapominać też należy o młodszym koledze Małachowskiego, Robercie Urbanku, który w tym roku klasyfikowany jest na 11. pozycji w swojej konkurencji. Udało mu się jednak stanąć już kilka razy na podium mityngów Diamentowej Ligi. No i jest jeszcze Joanna Fiodorow, rzucająca - podobnie jak Włodarczyk - młotem. W ubiegłym roku ta młoda zawodniczka była rewelacją mistrzostw Europy. Może i tym razem zostanie czarnym koniem imprezy?

Szanse na medal:
Robert Urbanek: 37%
Tomasz Majewski: 24%
Joanna Fiodorow: 18%

Tomasz Majewski - Memoriał Kamili Skolimowskiej 2013 (2)
Tomasz Majewski w 2013 r.
A co ze skokami?
Jeśli idzie o wszelkiego rodzaju skoki, to realne szanse, podparte czymś więcej niż stwierdzeniem "Może się uda", mamy w skoku o tyczce mężczyzn oraz skoku wzwyż kobiet. W pierwszym wypadku o medale walczyć będą Paweł Wojciechowski oraz Piotr Lisek, zajmujący - odpowiednio 6. i 7. miejsce na listach światowych. Spoglądając na wyniki poprzednich mistrzostw świata, by stanąć na podium, będą oni jednak musieli poprawić swoje najlepsze wyniki w sezonie. Z drugiej strony, w ostatnich latach tyczkarze już niejednokrotnie sprawiali nam przyjemne niespodzianki.

W skoku wzwyż duże nadzieje wiązać możemy z występem Kamili Lićwinko, od której w tym sezonie wyżej skakały ledwie trzy zawodniczki. Pamiętać należy, że w tej konkurencji w ostatnich latach walka jest naprawdę bardzo wyrównana i spodziewać się po niej możemy wszystkiego - od tryumfu Polki, po jej bardzo odległe miejsce.

Szanse na medal:
Kamila Lićwinko: 59%
Paweł Wojciechowski: 48%
Piotr Lisek: 36%
Kamila Stepaniuk
Kamila Lićwinko (wówczas Stepaniuk) w 2012 r.
No to pobiegajmy
Wśród wszystkich konkurencji biegowych nasze oczy zwracać się będą głównie na dystans 800 metrów mężczyzn. Dysponujemy pokaźnym składem utalentowanych i utytułowanych zawodników startujących właśnie na tym dystansie. Adam Kszczot, Marcin Lewandowski, Artur Kuciapski. Musimy jednak pamiętać, że Polska to na 800 metrów jedynie potęga europejska. Na arenie światowej jest już znacznie trudniej. Niemniej należy z optymizmem patrzeć w przyszłość, bo na 800 metrów dużo roli odegra dyspozycja dnia, a także chłodna kalkulacja.

Szanse na medal:
Adam Kszczot: 52%
Marcin Lewandowski: 43%
Artur Kuciapski: 15%
800 m men final Barcelone 2010
Kszczot i Lewandowski w 2010 r.
A może czarny koń?
Można powiedzieć, że czarny koń to w lekkoatletyce nasza specjalność. W praktyce nie pamiętam, kiedy ostatnio na wielkiej imprezie taki czarny koń się nam nie trafił. A lista kandydatów do czarnokoniostwa jest długa. Wymieńmy na przykład dynamicznie rozwijającą się młodą biegaczkę średniodystansową Sofię Ennaoui, jej koleżankę z profesji - Joannę Jóźwik, męską sztafetę 4x400 metrów, rzucającą dyskiem Żanetę Glanc, siedmioboistkę Karolinę Tymińską, czy skaczącego wzwyż Sylwestra Bednarka.

niedziela, 9 sierpnia 2015

Mistrzowskie mistrzostwa - Kazań 2015

Wczoraj zakończyły się 16. Mistrzostwa Świata w sportach wodnych, odbywające się tym razem w rosyjskim Kazaniu. Jak się okazuje, były to zawody wyjątkowe pod wieloma względami. Dziś przyjrzymy się najważniejszym zagadnieniom z nimi związanymi.

Pływanie na stadionie
Inwencja twórcza organizatorów imprez, takich jak mistrzostwa świata, pozostaje nadal trudna do ogarnięcia przez zwykłego człowieka. Główną areną tegorocznego czempionatu była bowiem Kazan Arena, czyli... stadion piłkarski. Na murawie zamontowano dwa wielkie, 50-metrowe baseny, jeden do rywalizacji, drugi do treningu. Całość przedzielono ogromnymi ścianami działowymi. Dobudowano też kilka dodatkowych trybun. Efekt okazał się niesamowity, a dla organizatorów również zyskowny, gdyż na tak zorganizowanej "pływalni" zasiąść mogło 15 tysięcy widzów.
Kazan 2015 - Kazan Arena Panorama Sector 306
Kazan Arena od środka.
Mistrzostwa Ledecky
Zazwyczaj pływackie mistrzostwa świata zdominowane są przez kilka wybitnych postaci, którzy walczą gdzie tylko mogą, o co tylko mogą i wszystko im się udaje. Tym razem nawet te wybitne jednostki zostały przyćmione przez jedną absolutną dominatorkę. Mowa o młodej Amerykance, liczącej ledwie 18 lat Katie Ledecky. Aż trudno uwierzyć, że w ciągu kilku dni pływaczka ta aż pięciokrotnie stawała na najwyższym stopniu podium - we wszystkich konkurencjach kraulowych od 200 metrów wzwyż oraz w sztafecie 4 x 200 metrów stylem dowolnym. Przy okazji ustanowiła też kilka rekordów świata - na dystansach 800 i 1500 metrów.

Kazan 2015 - Katie Ledecky swims to 1500m gold
Katie Ledecky na dystansie 1500 metrów stylem dowolnym.
Inni też nie śpią
Nawet w najlepszej formie Ledecky nie mogła oczywiście wystartować we wszystkich konkurencjach, tym bardziej tych męskich. Tam laury zdobywały inne tuzy światowego pływania. W zawodach sprinterskich brylował Francuz Florent Manaudou, zwycięzca 50-metrówek w stylu dowolnym i motylkowym. Trzy medale, w tym dwa złote, w rywalizacji kraulistów zainkasował Chińczyk Sun Yang. Wśród grzbiecistów dwa razy tryumfował Australijczyk Mitch Larkin, a wśród kraulistek (na dystansach sprinterskich) - jego rodaczka Bronte Campbell. Warto także wspomnieć o sporych osiągnięciach Emily Seebohm (również Australia) w rywalizacji grzbiecistek oraz Szwedki Sary Sjöström w stylu motylkowym.

Kazan 2015 - Sun Yang wins 800m
Sun Yang po zwycięstwie na 800 metrów stylem dowolnym.
Peaty vs van der Burgh
To chyba najbardziej interesująca rywalizacja dwóch zawodników na tych mistrzostwach. Cameron van der Burgh to doświadczony już zawodnik z RPA, wielokrotny mistrz świata i aktualny mistrz olimpijski z Londynu na 100 metrów żabką. Adam Peaty to z kolei ledwie 20-letni Brytyjczyk, którego forma eksplodowała tak niedawno, że jeszcze nie zdążyła objawić się na wielkiej imprezie. Zapowiadała się pomiędzy nimi iście mistrzowska walka. I rzeczywiście taką była.

Pierwszą areną zmagań żabkarzy stał się dystans 100 metrów. W biegach eliminacyjnych nieznacznie nad van der Burghiem zwyciężył Peaty, ustanawiając przy tym rekord mistrzostw. W półfinałach rekord ten został szybciutko pobity przez Afrykańczyka, lecz nie utrzymał się długo - kilka minut później, w kolejnym starcie półfinałowym Brytyjczyk poprawił go o kilka dziesiątych sekundy. W finale już rekordów nie było, a rywalizację wygrał Peaty. Na 50 metrów natomiast walka toczyła się już o rekord świata. W eliminacjach ustanowił  go van der Burgh. Jednak i tym razem górą był Europejczyk, który nie dość że po raz drugi zgarnął swojemu rywalowi sprzed nosa złoty medal, to jeszcze poprawił już w półfinale wspomniany rekord globu.
Kazan 2015 - Victory Ceremony 100m breaststroke M
Adam Peaty, Cameron van der Burgh i Ross Murdoch podczas ceremonii medalowej 100 metrów żabką.
Gospodarze w kryzysie
Największym przegranym tych mistrzostw okazali się gospodarze. W Kazaniu to oni mieli święcić wielkie tryumfy, lecz skończyło się mizernie - zaledwie cztery medale: po jednym złotym i srebrnym oraz dwa brązowe. Przyczyną takiego stanu rzeczy nie była tylko zła forma, gdyż zawodnicy rosyjscy pomagali swojej przegranej nawet wówczas, gdy byli pewni wielkich osiągnięć. Władimir Morozow w swojej koronnej konkurencji - 100 metrów stylem dowolnym - popełnił w półfinale falstart i został zdyskwalifikowany. Z kolei niemalże pewna kandydatka do medalu na 200 metrów żabką - Julija Jefimowa - eliminacje potraktowała z dystansem, pragnąc włożyć w nie jak najmniej siły i ostatecznie wylądowała w nich na 17. miejscu, pierwszym, które nie dawało awansu do półfinału.

Polska młoda fala
Mistrzostwa w Kazaniu okazały się dla Polaków najlepsze od lat. Nie chodzi o liczbę medali - srebrny krążek i dwa brązowe to raczej utrzymanie tendencji z poprzednich edycji czempionatu. Należy jednak zwrócić uwagę na to, iż po latach kryzysu i poszukiwania młodych zawodników, ci młodzi wreszcie się objawili. Jan Świtkowski został pierwszym od 2007 r. polskim medalistą spoza tria Czerniak, Korzeniowski, Kawęcki. 19-letni Wojciech Wojdak dwukrotnie zajmował 6. miejsce w finale - na 400 i 800 metrów kraulem. Młodsza od niego o rok Karolina Dowgiert została pierwszą Polką od czasów Otylii Jędrzejczak, która awansowała do finału mistrzostw, a "młoda" sztafeta 4 x 200 metrów stylem dowolnym zajęła w finale ósme miejsce i pobiła bardzo mocny rekord kraju. Warto też dodać, że aż cztery nasze sztafety wywalczyły awans na przyszłoroczne Igrzyska Olimpijskie w Rio.
Kazan 2015 - Victory Ceremony 50m butterfly M
Konrad Czerniak odbiera brązowy medal (50m motylkiem) w towarzystwie Florenta Manaudou, Laszlo Cseha i Nicholasa Santosa.
Piątka na podium
Do wyjątkowej sytuacji doszło w finale 200 metrów stylem klasycznym kobiet. Na najwyższym stopniu podium stanęła wówczas Kanako Watanabe z Japonii, drugie miejsce zajęła amerykanka Micah Lawrence. Trzeci wynik - 2:22.76 osiągnęła natomiast Hiszpanka Jessica Vall... i Dunka Rikke Pedersen... i Chinka Shi Jinglin. W tej sytuacji organizatorzy zostali zmuszeni do przyznania brązowego medalu trzem zawodniczkom w jednej konkurencji.
Lochte - innowator
Ryan Lochte to jeden z najlepszych pływaków na świecie, który jednak od czasu ubiegłorocznej kontuzji przeżywa drobny kryzys. W tej sytuacji ten amerykański zawodnik wymyślił pewną nowość, która podobno ulepsza osiągane prze niego rezultaty. Mowa o zachowaniu przy nawrotach. Standardowo zawodnicy bowiem zaraz po odbiciu od ścianki przewracają się na brzuch, po czym wykonują kilka charakterystycznych dla stylu motylkowego ruchów nogami i wypływają na powierzchnię. Lochte natomiast postanowił zamienić ze sobą miejscami pierwsze dwie czynności - najpierw płynie na grzbiecie, a na krótko przed osiągnięciem lustra wody obraca się. Czy pomogło mu to w rywalizacji w Kazaniu? No cóż... Trudno powiedzieć. Na 200 metrów stylem zmiennym wywalczył wprawdzie złoto, lecz na tym samym dystansie w stylu dowolnym zajął dopiero... czwarte miejsce.

Kazan 2015 - Guy and Lochte after 200m freestyle final
Ryan Lochte po zwycięstwie na 200 metrów stylem zmiennym.
Nie tylko pływanie
W takich sytuacjach często po prostu zapomina się o tym, że na tych mistrzostwach rozgrywane są również inne dyscypliny - skoki do wody, pływanie na akwenie otwartym, pływanie synchroniczne, piłka wodna i - od niedawna - skoki z dużych wysokości. W tej ostatniej odmianie sportu wodnego panie skaczą z wysokości 20 metrów, panowie - z 27 metrów - wprost do rzeki. W skokach do wody ogółem dominowali Chińczycy, którzy zdobyli aż 10 z 15 rozdanych złotych medali. W zawodach piłki wodnej zwyciężyli Serbowie i Amerykanki, natomiast zdecydowana większość konkurencji pływania synchronicznego padła łupem Rosjan.

High Diving's first Cup in Kazan, Russia. 2014
Skoki z dużych wysokości.
Mistrzostwa świata w Kazaniu były widowiskiem doprawdy wyjątkowym, a dla polskich kibiców także nad wyraz emocjonującym. Następnym razem prosimy o jeszcze więcej! :)

piątek, 7 sierpnia 2015

Dziś w światowej czołówce, zaczynali w Tour de Pologne

Kibice kolarstwa mają aktualnie okazję emocjonować się wyścigiem rozgrywanym na polskiej ziemi - Tour de Pologne. Impreza ta już od kilkunastu lat posiada status UCI World Tour, co oznacza, iż jest jednym z najważniejszych wydarzeń w kolarskim kalendarzu. W tym czasie na polskich szosach zaprezentowało się wielu mało dotąd znanych zawodników, którzy później znaleźli się w światowej czołówce. Niektórzy z nich właśnie nad Wisłą przełamywali pierwsze lody i odnosili pierwsze sukcesy. Przyjrzyjmy się bliżej ich sylwetkom.

Sylvain Chavanel
Sylvain Chavanel jest dziś jednym z czołowych francuskich kolarzy. Co prawda czołówka ta liczy dobrych kilkanaście nazwisk, ale jednak. Na Tour de Pologne pojawił się w 2005 r. Wcześniej odnosił sukcesy w pomniejszych wyścigach, zaliczanych dziś do kategorii Europe Tour, takich jak Cztery Dni Dunkierki, czy Dookoła Belgii. Niemniej zaliczył już występy na najważniejszych imprezach. Ba! Aż pięciokrotnie startował w Tour de France, trzykrotnie wskakując do pierwszej dziesiątki na pojedynczym etapie. Prawdziwych, wielkich osiągnięć wciąż jednak brakowało.

Na polskich szosach walczył co prawda dzielnie, lecz i tym razem nie udało mu się ugrać niczego specjalnego. Wyścig zakończył na dziewiątej pozycji. Później jednak jego forma zaczęła dosyć radykalnie się podnosić. W latach 2005-2014 siedmiokrotnie wywalczył mistrzostwo Francji w jeździe indywidualnej na czas. Udało mu się także odnieść zwycięstwo na kilku etapach Tour de France.
Sylvain Chavanel - Tour de France 2010
Sylvain Chavanel podczas Tour de France 2010.
Daniele Bennati
Ten włoski kolarz jest jednym z bardziej utytułowanych zawodników pod względem zwycięstw etapowych na wielkich tourach. Siedem razy zwyciężał w Vuelta a Espana, trzy w Giro d'Italia i dwa razy w Tour de France. Początki kariery Bennatiego łączą się natomiast z Tour de Pologne. Włoch po raz pierwszy zaprezentował się z dobrej strony na polskim wyścigu w 2003 r., a więc zanim ten otrzymał najwyższą rangę UCI. Zwyciężył wówczas na jednym z etapów. W 2006 r. - już na znacznie lepiej obsadzonej edycji - aż dwukrotnie wznosił ręce do góry w tryumfalnym geście.
Daniele Bennati-IMG 2073
Daniele Bennati podczas Tour de Romandie 2011.

Marcel Kittel
Niemiec, będący obecnie jednym z najlepszych sprinterów na świecie, miał okazję po raz pierwszy zaprezentować się szerokiej publiczności właśnie w Polsce. Jego forma eksplodowała w 2011 roku. Po niezwykle udanych startach w pomniejszych wyścigach w Niemczech i Beneluksie, Kittel przybył na Tour de Pologne. Niebawem stał się sensacją całego wyścigu, zdobywając pierwsze miejsce aż na czterech etapach (1., 2., 3. i 7.).
Po sukcesie w TdP Kittel został zauważony i na kolejnych wyścigach był już wymieniany jako jeden z faworytów do zwycięstw etapowych. Nie przeszkodziło mu to w dalszym zadziwianiu publiczności. Jeszcze w 2011 r. zwyciężył na jednym z odcinków Vuelta a Espana, później odnosił tryumfy na etapach Tour of Oman, Eneco Tour, Paryż - Nicea, Tour of Turkey, Giro d'Italia, czy wreszcie Tour de France, na którym jak dotąd ugrał aż osiem zwycięstw, w tym dwa na Polach Elizejskich.
ToB 2014 stage 8a - Marcel Kittel 03
Marcel Kittel na 8. etapie Tour de France 2014.

Michał Kwiatkowski
W tym artykule nie mogło wprost zabraknąć polskiego mistrza świata. Do momentu występu w Tour de Pologne 2012 jego jedynymi sukcesami było kilka zwycięstw na etapach niezbyt prestiżowych wyścigów, takich jak Driedaagse van West-Vlaanderen (spróbujcie to wymówić!). W polskim tourze spisał się jednak nadspodziewanie dobrze. W praktyce do końca walczył o zwycięstwo, lecz ostatecznie zajął drugie miejsce, za Włochem Moreno Moserem. O jego dalszych sukcesach nie trzeba zbyt wiele mówić - wymienię je tylko w dość dużym skrócie: 11. miejsce w Tour de France, mistrzostwo świata, 1. miejsce w Amstel Gold Race, zwycięstwa etapowe na Tour de Romandie i Tirreno-Adriatico.
Simon Gerrans, Michał Kwiatkowski, and Alejandro Valverde 2014 UCI
Michał Kwiatkowski na najwyższym stopniu podium Mistrzostw Świata. Po lewej Simon Gerrans, po prawej Alejandro Valverde.
Mit Petera Sagana
Zaraz, zaraz... Dlaczego mit? Wszakże Sagan pierwsze sukcesy osiągał właśnie na Tour de Pologne, który to wygrał w 2011 r.! No właśnie nie do końca... Wcześniej już bowiem zwyciężał na pojedynczych etapach tak renomowanych wyścigów, jak Paryż-Nicea, Tour de Romandie, Tour of California, czy Tour de Suisse. Trudno więc mówić o nim jako o kolarzu, który po raz pierwszy zwyciężał na polskim wyścigu...
Tour de France 2015, sagan (20062619745)
Peter Sagan podczas Tour de France 2015.

środa, 5 sierpnia 2015

Olimpiada znów w Pekinie

Dla wszystkich sportowych kibiców, którzy lubią sobie pospać, mam niestety złą wiadomość. Już niebawem czeka nas azjatycki maraton olimpijski. W latach 2018-2022 wszystkie igrzyska odbędą się bowiem na Dalekim Wschodzie. W 2018 r. oczy całego sportowego świata skupią się na południowokoreańskim Pjongczang, w 2020 r. - na japońskim Tokio, a w 2022 r. - na chińskim Pekinie. Oznacza to ni mniej ni więcej, że jeśli będziemy chcieli sobie pooglądać sportowe zmagania, nierzadko będziemy musieli wstawać dosyć wcześnie. Jak doszło do takiej a nie innej sytuacji? I jakie są perspektywy na przyszłość?

Pyeongchang - 5932599581
Stoki narciarskie w pobliżu Pjongczang.
Walka o gospodarzenie w 2018 roku rozegrała się już dosyć dawno temu, bo w 2011 r. Aplikacje złożyły wówczas trzy miasta, a mianowicie wspomniany już Pjongczang, Monachium oraz francuskie Annecy. Na samym starcie wydawało się, że najmniejsze szanse w tym wyścigu mieć będzie ostatni z tych trzech kandydatów. Dlaczego? Otóż zimowe igrzyska olimpijskie gościły we Francji już trzy razy - w Chamonix w 1924 r., w Grenoble w 1968 r. i w Albertville w 1992 r. I rzeczywiście, na 95 oddanych głosów, kandydatura Annecy zgarnęła tylko 7.

Mało kto spodziewał się jednak, że Pjongczang wygra ze swoim niemieckim rywalem ogromną wprost przewagą - stosunkiem głosów 63 do 25. Powodów takiego wyboru mogło być kilka. Po pierwsze, południowokoreańskie miasto ubiegało się o organizację igrzysk po raz trzeci z rzędu. Warto było więc nagrodzić żelazny upór Azjatów. Ponadto, od 1998 r. zimowa olimpiada nie zawitała do Azji, podczas gdy w Europie pojawiała się w praktyce co chwila. Być może właśnie to zaważyło na przekazaniu organizacji wielkiej imprezy Koreańczykom.

Równie zdecydowanie, co Pjongczang, dwa lata później w rywalizacji o igrzyska zwyciężyło Tokio. Miasto to miało o tyle trudniej, gdyż miało aż czterech konkurentów. Mimo to, wydaje się, że Japonia była chyba jedynym - może poza Stambułem - naprawdę sensownym kandydatem do organizacji igrzysk. Przyjrzyjmy się pozostałym aplikantom.
20030727 27 July 2003 Tokyo International Exhibition Center Big Sight Odaiba Tokyo Japan
Tokyo Big Sight, który w 2020 r. stanie się areną rozgrywek w zapasach, szermierce i taekwondo.
Hiszpański Madryt, który dwa lata temu - gdy wybierano organizatora olimpiady - przeżywał apogeum kryzysu gospodarczego. Doha w Katarze również wydawało się niezbyt pewną opcją ze względu na wciąż rozwijającą się arabską wiosnę ludów. Co prawda, nie zawitała ona dotychczas do maleńkiego państewka nad Zatoką Perską i nie ma większych perspektyw na to, że kiedykolwiek zawita, niemniej region Bliskiego Wschodu pozostaje wciąż niepewny. Przyznanie olimpiady Baku w Azerbejdżanie niewątpliwie wiązałoby się natomiast z zaistnieniem tradycyjnych już dla tego kraju kontrowersji odnośnie przestrzegania tam praw człowieka.

Najłatwiejszą drogę do sukcesu miał jednak Pekin, któremu organizację zimowych igrzysk olimpijskich w 2022 r. przyznano kilka dni temu. Pomogli mu w zasadzie sami konkurenci, a właściwie fakt, iż masowo się z wyścigu o igrzyska wycofali. W Krakowie i Oslo zdecydowały referenda, w Sztokholmie decyzja władz, we Lwowie niestabilna sytuacja polityczna Ukrainy. W ten sposób jedynym rywalem Pekinu zostały... Ałmaty w Kazachstanie. Wynik i tak był dość zaskakujący - stolica Chin wygrała zaledwie czterema głosami.
Beijing Summer Palace Suzhou Street 06
Zima w Pekinie.
Co oznacza olimpiada w Pekinie? Po pierwsze, stolica Chin to pierwsze miasto, które gościła lub gościć będzie zarówno zimowe, jak i letnie igrzyska olimpijskie - i to w przeciągu czternastu lat! Po drugie, znów będą kontrowersje - o Tybet, prawa człowieka, ustrój etc. etc. Gdyby oficjele z MKOl-u mogli wybrać kogoś poza Pekinem lub Ałmatami, zapewne by to zrobili...

Na koniec jeszcze jakiś mały pozytyw. Warto będzie przecież zobaczyć po raz kolejny z całą pewnością monumentalne, chińskie otwarcie wielkiej imprezy, prawda?